<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Dulles rozdał polecenia">
<author_1="P. M.">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="2">
<date="1953-02-12">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Nowy prezydent USA, Eisenhower, wraz ze swym głównym doradcą, ministrem spraw zagranicznych USA Dullesem, dokonali pierwszych posunięć politycznych. Orędzie Eisenhowera „o stanie państwa" i cele polityczne podróży Dullesa do siedmiu państw zachodnio - europejskich potwierdziły opinie, że frazesy Eisenhowera, rzucone na lewo, na prawo o jego „niezłomnej woli pokoju" i "dążeniu do położenia kresu wojnie w Korei" były mu potrzebne tylko dla oszukania wyborców. Panu Dullesowi wystarczyło 9 dni dla przeprowadzenia lustracji 7 siedzib rządów zachodnio - europejskich, pozostających na usługach Wall-Street Jeśli zaś odliczymy czas, jaki Dulles musiał poświęcić na przejazdy, bankiety,   odpoczynek, łatwo dojdziemy do wniosku, że w każdej stolicy rozmowy Dullesa trwały najwyżej 2 lub 3 godziny. A przecież  celem ich było zarówno uspokojenie swych satelitów, zdenerwowanych awanturnictwem  amerykańskim  na Dalekim Wschodzie, jak i przyśpieszenie ratyfikacji układów wojennych w Europie. Tempo amerykańskie.
Metody także brutalne, cyniczne, nie liczące się  nawet z pozorami. Bandyta w ciemnej uliczce wzywa napadniętą ofiarę: „Pieniądze albo życie". Dulles zaś w Paryżu złożył oświadczenie, którego sens jest taki: „Ratyfikacja traktatu o „armii europejskiej" w terminie do 75 dni, albo cofnięcie kredytów dolarowych i utworzenie Wehrmachtu, jako potężnej samodzielnej armii, bez szyldu „armii europejskiej". W Bonn Dulles nie potrzebował niczym grozić. Adenauer obiecał wszystko. Podpisał czek bez pokrycia, zobowiązując się do przeprowadzenia ratyfikacji traktatu o „armii europejskiej" jeszcze w marcu. Adenauer podejmował Dullesa, jako najlepszego protektora. Szwajcarskie pismo „Tat" pisało na marginesie wizyty amerykańskiego podżegacza wojennego w Bonn: „Rząd w Bonn uważa sekretarza stanu USA za najpotężniejszego sojusznika" Inaczej myśli naród niemiecki. Nic też dziwnego, że w pobliżu rezydencji Adenauera - Palais Schaumburg - aż się roiło od szpiclów amerykańskich i hitlerowskich, którzy pilnowali spokoju wroga wszystkich narodów
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
